Nigdy nie ma ani chwili spokoju, wieczne kłótnie, śmiechy, ciągły hałas towarzyszą mi przez bite piętnaście lat życia. Idzie przywyknąć, poza tym ja lubię hałas, ale czasami też potrzebuję chwili dla siebie, w całkowitej ciszy.
Dlatego może zbyt szybko wybiegłem z tego domu wariatów, za mocno jebnąłem brata w potylicę i pewnie za głośno warknąłem „pieprzcie się wszyscy”, gdy ci idioci zaczęli swoje idiotyczne gierki. Wkurwili mnie na całego, dlatego marząc o tym, aby wreszcie zajarać, chciałem pobiec w najspokojniejsze miejsce w całym mieście – kawałek zakrzaczonej działki obok cmentarza. Mogłem się tam dostać krótszą drogą, czyli kamiennymi schodami, niemalże sypiącymi się pod stopami, albo dłuższą, równą, prostą drogą. Nie miałem czasu, wybrałem pierwszą opcję i popędziłem na górę, przy okazji potrącając z bara jakąś dziewczynę.
Już miałem się na nią wydrzeć „jak kurwa leziesz?”, nie zważając na to, że to była po części moja wina, gdy ta zachwiała się i upadła z bodajże pięciu ostatnich stopni.
- O kurwa – wyrwało mi się i natychmiast podbiegłem, sprawdzić, co z nią. Moje wkurwienie zostało wywiane przez strach. A co jeśli ją zabiłem? Pójdę siedzieć, matka się zapłacze, ojciec pewnie mi wpierdoli, a któryś z genialnych braci zajmie mój pokój i zajebie gitarę i perkusję. – Żyjesz?
- Tak, tak. Jest w porządku. – Trochę się uspokoiłem. Jednak nie pójdę siedzieć. - Przepraszam.
- Zwaliłem cię ze schodów i mnie za to przepraszasz? – Parsknąłem śmiechem. Ona chyba też zauważyła, że to, co właśnie zrobiła było co najmniej bez sensu i również się uśmiechnęła, trochę maskując tym ból. – Wstawaj. – Wyciągnąłem do niej dłoń, aby pomóc jej odzyskać pion. – Na pewno wszystko gra? – Rzuciłem okiem na jej nogi. Była w krótkich spodenkach, więc bez trudu rzucały się w oczy krew i zadrapania na kolanach. – Kurwa, ty krwawisz!
- To nic takiego. Dzięki za pomoc.
Dziewczyna chciała odejść, ale nie mogła nawet postawić kroku. Uznałem, że fajki mogą poczekać, a wizja zabójstwa, jaką przed chwilą miałem odcisnęła na mojej psychice piętno – o ile można tak powiedzieć na pół minuty od „traumatycznego przeżycia” – i postanowiłem pomóc jej dotoczyć się do domu.
- Nie dojdziesz w tym stanie. Chodź, pomogę Ci.
- Nie! – krzyknęła i pewnie gdyby nie kontuzja obydwu nóg, uciekłaby. Co ja, kurwa, wyglądam na jakiegoś gwałciciela czy innego porywacza? No dobra, może koszulka Misfitsów, jeansowa kamizelka i glany nie są symbolami dobroduszności i opieki, ale wciąż miałem 15 lat. Choćbym i chciał, to niewiele mogłem jej zrobić.
- Nie bój się, przecież cię nie zjem. Jak się nazywasz?
- Roxanne.
- Dobra, Roxanne, złap się mnie jakoś, żeby ci było wygodnie i chodź. Gdzie mieszkasz?
- Dwie ulice dalej. W tamtą stronę. – Pokazała ręką. Chyba się poddała, bo objęła mnie ramieniem i powoli kuśtykała obok mnie. – Nie powiedziałeś, jak ty się nazywasz.
Miała bardzo cichy głos, nie wiedziałem czy to przez ból, czy po prostu była nieśmiała.
- Jestem Duff. – Wydawało mi się, że chce coś powiedzieć, ale wtedy, z pomocą ulicznej latarni, doznałem nagłego olśnienia i nie licząc się z tym, czy dziewczyna ma coś do dodania, czy nie, krzyknąłem: - Kurwa! Ja cię skądś kojarzę. – Żółtawe światło, które padało na jej twarz, uświadomiło mi, że już gdzieś widziałem te duże, przepełnione strachem oczy i kształtne usta.
- Tak, miałam właśnie mówić. Chodzimy do tej samej szkoły.
- Serio? Może dlatego nie skapowałem od razu. Ostatnio rzadko tam bywam. Ale widziałem cię kilka razy na korytarzu. Masz zawsze fajne koszulki. Jeśli naprawdę słuchasz tych wszystkich zespołów, to gratuluję gustu muzycznego! Sam jestem posiadaczem podobnego i uważam, że to zajebista sprawa!
Dziewczyna zaśmiała się cicho.
Rozmawialiśmy przez całą drogę do jej domu. Po kilkunastu minutach trochę się rozkręciła i łatwiej mi było nawiązać z nią jakiś temat. Gdy już byliśmy pod jej domem, spytała, czy będę jutro w szkole.
- Wątpię… - rzuciłem.
- Szkoda.
- Ja nie żałuję. Muzyka jest dla mnie ważniejsza niż jakaś tam szkoła.
- No tak, rozumiem. Dobra, dzięki za pomoc. Na razie.
- Cześć – odpowiedziałem i zawróciłem. Wydawało mi się, że trochę posmutniała, jak powiedziałem jej, że nie wybieram się do szkoły. Czyżby planowała mnie podrywać na przerwach? Uśmiechnąłem się sam do siebie, gdy przez myśl przechodziło mi „McKagan, jak ty działasz na kobiety…”, jednak chwilę później zdałem sobie sprawę, że jednak gówno prawda. Roxanne za każdym razem, gdy moje przenikające ubrania spojrzenie zdołało ją wypatrzeć, stała sama, słuchając muzyki z walkmana albo siedziała gdzieś przy ścianie z książką, nigdy z nikim nie rozmawiała. Pewnie po prostu szukała towarzystwa, a gdy wreszcie trafił się ktoś, kto sam ją zagadywał, nie chciała tego zbyt łatwo przepuścić.
Wróciłem do domu w o wiele lepszym humorze, niż z niego wyszedłem, chociaż ostatecznie nie zdążyłem zapalić. Na nikim mój nastrój nie zrobił większego wrażenia, więc bez przeszkód mogłem zwiać do swojego pokoju, umykając przed bezsensownymi pytaniami. Wziąłem gitarę i zacząłem sobie coś tam brzdąkać. Szło mi całkiem nieźle i pewnie gdybym się przyłożył wyszedłby z mojego szarpania strun całkiem przyjemny, nietrudny riff, ale stwierdziłem, że pora się położyć. Miałem na jutro inne plany, niż zazwyczaj.
______________________________
Witam! Postanowiłam w końcu podzielić się ze światem tym, co nie dawało mi spać przez ostatni miesiąc. Mam szczerą nadzieję, że chociaż trochę spodoba się Wam owoc mojej bezsenności :)
Początki, jak to początki, są trudne, może odrobinę nudnawe, ale obiecuję Wam, że później będzie lepiej! :)
Proszę, napiszcie mi, co myślicie o takiej wizji młodego Duffa i czy chociaż trochę Was wciągnęło :3
A sensowny szablon będzie, ale jeszcze nie dziś :)
Do następnego!
Do następnego!
Jest super! I naprawdę wciąga :) Kiedy następny rozdział? Gratuluję pomysłu z całego serca! Opowiadanie jest oryginalne i niepowtarzalne. No i za*ebiste masz poczucie humoru. Najbardziej podoba mi się fragment: "A co jeśli ją zabiłem? Pójdę siedzieć, matka się zapłacze, ojciec pewnie mi wpierdoli, a któryś z genialnych braci zajmie mój pokój i zajebie gitarę i perkusję." Takie tam przemyślenia :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę jak najszybszego napisania fajnego rozdziału :D Zapraszam do mnie: http://crazy-life-with-guns-n-roses.blogspot.com
Ooo, nowy Gunsowy blog xD Dobrze widzieć, że jakieś zacne dusze chcą zakładać kolejne, bałam się, że to jest już na wymarciu ;__; Hmm powiem Ci szczerze, że chyba nie chciałoby mi się czytać tego prologu, gdyby narratorką była dziewczyna - ale Duff! To jest coś! :D W dodatku 15-letni, interesujące... ;> cóż, nie powiem że nie spotykałam się już z tego typu fabułą, bo spotkałam, jednak blogi pisane z perspektywy chłopaków - zwłaszcza młodych są znacznie rzadsze. Błąd! Ostatnio sama zaczęłam pisać sobie do szuflady opowiadanko o młodym Duffie i to jest coś, co przyciąga czytelników huehuehue xD Co do Twojego prologu - doszukałam się paru błędów językowych i innych tego typu pierdół, ale w końcu to dopiero prolog, początki zawsze są słabsze. Mimo to zaciekawiłaś mnie i podejrzewam że teraz będzie tylko lepiej ;> czekam na nowy rozdział, będę tu zaglądać, dodawaj szybko! :D
OdpowiedzUsuńChyba boję się młodego Duffa w Twoim wykonaniu... ;)
UsuńPfie, niby dlaczego... XD (spamspam, przepraszam ;__;)
UsuńDlaczego... Już duży Duff w Twoim wykonaniu jest prawie nie do ogarnięcia ze swoim popapraniem- Mały Duff może się okazać już nie do przejścia- będzie zapewne jeszcze bardziej walnięty... zresztą... właściwie w Twoim opowiadaniu nikt nie jest normalny, a małe Duffiątko może być hmmm... urocze? Chyba by się obraził, gdyby się dowiedział, że ktoś powiedział o nim "uroczy"... Ech... pozdrawiam
UsuńMłody Duff hmmm... Nie wiem jak "poważne" ma być to opowiadanie. Mówiąc "poważne" mam na myśli głównie fabułe i jej opisy- jeśli zaczniesz z 15- letniego chłopca (bo to jeszcze chłopiec) robić mega dorosłego, doświadczonego faceta, to może się to okazać mało wiarygodne- nie wciskaj mu więc proszę w usta górnolotnych słów idt. Zakładam, że pojawi się tu wątek miłosny (no Duff bez baby by nie dał rady)- nastoletnia miłość jest piękna i porywcza, zapamiętujemy ją na długo, ale niestety wypala się ona niezwykle szybko. To, co napisałam może nie mieć żadnego sensu dla Ciebie w tej chwili, bo przeczytałam dopiero prolog- ale po paru innych opowiadaniach stwierdzam, że bardzo często (co irytuje mnie niesamowicie), jeśli bohater jest tak młody- wychodzą z tego pierdoły, jakie znaleźć można w gazetach dla dziewczynek o justinie biberze (czy jakoś tak- nie zawracam sobie głowy pisownią jego nazwiska). Po Twoim prologu mogę powiedzieć, że chyba nie będę się irytować czytając to opowiadanie. Nie da się jednak ukryć, że cięko jest oceniać coś po tak małej ilości tekstu. Natomiast sam pomysł tak młodego Duffa- zgadzam się z Parlay- ciekawy :) Nie pozostaje mi zatem nic innego, tylko życzyć powodzenia i zapewnić, że będę śledzić :)
OdpowiedzUsuńP.S. Zatem Duff wybiera się do szkoły?! O niebiosa !
Pozdrawiam
W końcu to dodałaś <3
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ;)
OdpowiedzUsuń